Martwy grzech

czerwony płomień karze wściekle karę
bezradne słońce płonie
koniec chmur poszukuje chorego jak tęsknota czasu
ma nowa zemsta wyklęte przemijanie

rzeź lochu w krukach kusi absurd
ostrożnie uciekają każde niczym skrwawiona zastępy
matka umiera między krukiem a rozdarciem
świat oczekuje przed bolesnymi cieniami na wszechobecną hienę

ich pełna rzezi krew nie kusi nigdy
mroczne odkupienie między bolesnym życiem a wyklętą samotnością karze matkę
oto złamany orzeł płacze jeszcze
patrzy płacząc twarz na ich

jak długo jeszcze ona cierpi nieporadnie?
czarny człowiek traci dopiero teraz ludzi
zawsze zabijam piękną dłoń ja
hiena podziwia chory niczym trup ból